niedziela, 17 czerwca 2012

Twój na zawsze/Remember me


Zbuntowany i dziewczyna po przejściach...


„Twój na zawsze” to znacznie więcej niż pusta historia miłosna, jest czymś więcej niż to czego się po nim spodziewałam. Ale najpierw musicie zapomnieć o wszystkim, co myślicie, że wiecie o tym filmie i o wszystkim, co myślicie o Robercie Pattinsonie. Zapomnijcie, że znacie go jako wampira i dajcie się ponieść tej historii.
Mała dziewczynka stoi z mamą na stacji. Jest ciemno i pusto. Nagle pojawia się dwóch nastolatków, jeden zastrzela jej matkę. Jeśli to jest pierwsza scena to następne mogą być już tylko lepsze.
Tyler (Robert Pattinson) ma skłonność do wpadania w kłopoty. Pewnego dnia wdaje się w bójkę. Surowy policjant, który zjawia się na miejscu nie chce mu odpuścić i zabiera go na komisariat mimo, że Tyler nic właściwie nie zrobił. Kiedy ojciec (Pierce Brosnan) wyciąga go z więzienia, chłopak jest wściekły na funkcjonariusza. Na swojej drodze spotyka jego córkę, Ally (Emilie de Ravin). Chłopak postanawia ją uwieść i w ten sposób zemścić się za swoje krzywdy.
Sama fabuła wydaje się prosta, ale taka wcale nie jest. W miarę jak rozwija się film dowiadujemy się coraz więcej rzeczy. Okazuje się, że Ally to właśnie ta mała dziewczynka ze stacji, która nie może dogadać się z ojcem, po stracie matki. Tyler ma podobny problem, nie może poukładać sobie życia po samobójstwie jego brata. Nie pomagają mu w tym rodzice, którzy po tym wydarzeniu rozwodzą się i nie zajmują się swoim synem. Przez to wszystko stara się on odciąć od nich jak najbardziej się da. Pomimo, że jego ojciec jest wystarczająco bogaty żeby zapewnić mu wspaniałe życie, Tyler mieszka w małym mieszkanku z kolegom. Widać, że obydwoje są bardzo zagubieni i to ich zbliża. Każde z nich czuje, jakby nikt nie był w stanie ich zrozumieć. Tylko, czy to wystarczy aby zaniechać zemsty i być razem na zawsze?
Idąc na film z Robertem nikt nie spodziewał się ambitnej historii. Kiedy przeczytałam hasło promujące film: „miłość może być wieczna”, pomyślałam: wampir. Byłam przekonana, że nawet jeśli to nie opowieść o przystojnym wampirze, to na pewno nudne love story. Cieszę się, że okazało się zupełnie odwrotnie.
Trzeba przyznać, że Rob idealnie nadawał się do tej roli. Oderwany od rzeczywistości, odpalający papierosa za papierosem, wybijający szyby i kłócący się z ojcem chłopak to stanowczo to, czego mu trzeba było. W tym filmie miał okazję pokazać trochę inną twarz, nie musiał być cudowny i idealny. Był zupełnym przeciwieństwem Edwarda (głównego bohatera „Sagi: Zmierzch”). 
To co w tym filmie porusza to prawda, która aż bije z ekranu. Historia wydaje się tak prawdopodobna, że dziwi, że nie wydarzyła się naprawdę. Chodź chyba najbardziej poruszające jest zakończenie. Oglądając film nikt się go zapewne nie spodziewał.
Wydaje mi się, że ten film to największe zaskoczenie dla wszystkich fanów i anty-fanów Roberta Pattinsona, który pokazał że umie grać. To kolejny przykład, że nie należy oceniać filmu po aktorach. Czasami warto się przełamać i obejrzeć, coś co może okazać się wspaniałą i wzruszającą historią. Nawet jeśli na taką nie wygląda. 

10/10

Kasia

4 komentarze:

  1. Oglądałam go już jakiś czas temu ale pozytywnie mnie zaskoczył muszę przyznać;)

    OdpowiedzUsuń
  2. UWIELBIAM! ryczalam strasznie.. a ogólnie, to świetny blog! :D wpadnij do mnie *: obserwuj, jeśli blog Ci się podoba :) masz twittera? follow? @viktoriapoland :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdy odkryłam przez przypadek twojego bloga przeczytałam wszystkie posty.
    Chciałam wybrać coś ciekawego bo zawssze z koleżanką oglądamy filmy :]. Twój opis tak mnie zaciekawił, że poprostu musiałam oglądnąć.
    Film świetny...:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. To one dodają mi energii na pisanie dalszych recenzji:D