Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melodramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melodramat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 września 2013

Ostatnia piosenka/The Last Song

Buntownicza i romantyczna

Powieści Nicholasa Sparksa sprzedają się świetnie na całym świecie. Nic więc dziwnego, że tak chętnie sięgają po nie filmowcy. Filmy te rozchodzą się często nawet lepiej niż książki, więc jest po co się męczyć. Pomimo, że wszystkie  kończą się podobnie i ogólnie są bardzo do siebie zbliżone, to kobiety (i nie tylko) biegną do kin na kolejną odsłonę Sparksa.
Tym razem Sparks napisał książkę od razu pod film, co dziwniejsze pisał ją pod konkretną gwiazdę – Miley Cyrus. Jak sam mówi główną bohaterkę książki kreował dla tej młodej gwiazdy Disneya podczas mieszkania u rodziny Cyrus, wiec gwiazda miała duży wpływ na bohaterkę. Nic więc dziwnego, że Ronnie jest utalentowaną muzycznie i zbuntowaną nastolatką.
Fabuła „Ostatniej piosenki”, podobnie do innych ekranizacji książek Sparksa, jest niezbyt skomplikowana. Ronnie, która nienawidzi swojego ojca za to, że porzucił rodzinę i zamieszkał w domku na plaży, musi do niego przyjechać na wakacje. Żeby pokazać swoje niezadowolenie Ronnie już pierwszego dnia ucieka od ojca, żeby włóczyć się po mieście.
Jak to często bywa, w takich filmach, buntowniczka zostaje oblana jogurtem przez przystojnego Willa Blakelee'a (Liam Hemsworth). Oczywiście zakochują się oni w sobie. Chodź wcale nie od pierwszego wejrzenia. Mur, który wybudowała wokół siebie Ronnie nie jest łatwo zburzyć, czy uda się to Willowi? Pewnie sami już znacie odpowiedź. Sparks, który jest też autorem scenariusza, skupił się trochę bardziej na relacjach Ronnie z ojcem. Okazuje się, że w ich rodzinie jest więcej tajemnic, niż może się wydawać. 
W trakcie filmu widzimy niesamowitą zmianę w Ronnie. A właściwie powinniśmy widzieć, gdyby nie to, że Miley nie potrafi jej pokazać. Zatrudnienie jej miało pewnie na celu przyciągnięcie do kin dzieci, które wychowywały się na serialu „Hannah Montana”. Uważam, że nie był to jednak dobry wybór, bo oprócz tego, że umie ona śpiewać, zupełnie nie umie grać, co pokazała w tej ekranizacji.
Nie będę was oszukiwać, że jest to górnolotny dramat o życiu codziennym, bo tak nie jest. „Ostatnia piosenka” to piękna bajka o księżniczce z Nowego Jorku i księciu z małego miasteczka. Piękna, ale bajka. Oczywiście główni bohaterowi są dobrzy i ogólnie wspaniali, pomimo ich wybryków. Nieważne jak banalnie to brzmi, za to właśnie kochamy książki Sparksa.
Muszę jednak przyznać, że film mnie trochę rozczarował. Po przeczytaniu „Ostatniej piosenki” oczekiwałam fajnego filmu, a wydał mi się on bardzo uproszczony. Może to za sprawą aktorów grających główne role, ale uważam, że nie wykorzystano potencjału powieści.
Ogólnie film jest niewymagającą zbyt intensywnego myślenia historią, którą nadaje się na zimne, jesienne wieczory, żeby przypomnieć sobie dotyk słońca. Jeśli nastawimy się na przesłodzone love story, film może wydać się bardzo przyjemny.

6/10
Kasia

piątek, 30 sierpnia 2013

Piękne Istoty/Beautiful Creatures

Ostatni film przed rozpoczęciem roku szkolnego :D

Być piękną kreaturą

Po sukcesie serii "Zmierzch" wytwornie prześcigają się w wymyślaniu nowych filmów o podobnej tematyce albo jeszcze lepiej: ekranizacjach już istniejących cykli. Tak postąpili w tym przypadku. "Piękne Istoty" to ekranizacja pierwszej części cyklu książek Kami Garcii i Margaret Stohl. Jednak na ekranizacje kolejnych się nie zanosi.
Film ten jest właściwie kopia "Zmierzchu" poddaną kilku poprawką. Te kilka poprawek to przede wszystkim zamiana wampirów i wilkołaków, na czarownice i czarodziejów. Mają oni wpływ na wszystko, mogą tworzyć śnieg, wybijać szyby z okien. Mamy tu oczywiście zakazana miłość, bo bez tego film nie mógł by istnieć. Czarownica zakochująca się w śmiertelniku.
Zaczyna się rok szkolny, a do miasta, w którym nigdy nic się nie dzieje, przyjeżdża nowa dziewczyna, inna niż wszystkie. Nazywa się Lena Duchannes(Alice Englert) i od razu znajduje się w centrum uwagi. Dziewczyna nie umie panować nad swoimi mocami, dlatego dochodzi do pewnych incydentów przez które Lena zostaje powiązana z diabłem. Jedynie Ethan(Alden Ehrenreich) wyciąga do niej pomocą dłoń, który jest równie wycofany i zamknięty w sobie jak on. Ethan dowiaduje się kim jest Lena i ze w wieku 16lat stanie się pełnoprawną czarownica. Upomną się o nią siły dobra i zła, a z takimi się nie zadziera.
Film miał potencjał, ale widać w nim braki w wyobraźni autorów. Akcja rozwija się dość powoli, wiec fani mogą nacieszyć się pięknymi scenami. Wszystko dzieje się dość schematycznie, właściwie nic nie jest w stanie zaskoczyć w takim filmie. Nawet kiedy reżyser się stara. Tego scenariusza chyba nie dało się po postu już uratować.
Do obsady zatrudniono wielu dobrych aktorów, ale nawet oni nie umieli uratować tego scenariusza. Z całej obsady najlepiej wypada Emma Thompson, która ukrywając się pod maska cnotki, tak naprawdę gra straszną kobietę. Przyznam, że z całego filmu tylko scena w kościele zapadła mi w pamięć, tam właśnie dochodzi do konfrontacji konserwatywnych poglądów ludzi z miasteczka, z ateistycznymi rodziny Leny. Jest to jeden z niewielu poważnych tematów poruszonych w filmie.
Produkcji nie udało się wybić ponad to co oglądaliśmy już tysiące razy. Nic wiec dziwnego, że nie spodziewamy się kolejnej części. Myślę ze film ten znacznie lepiej sprawdziłby się jako serial telewizyjny. Może nawet potrafił wciągnąć, by widownie, bo jak dla mnie to były zmarnowane 2 godziny.

4/10

Kasia

niedziela, 1 lipca 2012

Ostatnia piosenka/Last song

Jak Wam minął pierwszy weekend wakacji? Mi bardzo dobrze. Chciałabym wam wszystkim podziękować za komentarze. Mam nadzieję, że dalej będziecie tak chętnie komentować moje recenzje. 
Ponieważ oficjalnie rozpoczęły się wakacje, postanowiłam napisać o jakimś przyjemnym, wakacyjnym filmie. Długo nic nie przychodziło mi do głowy, aż wymyśliłam - "Ostatnia piosenka" taki lekki film na wakacje. 

Wakacje z ojcem - najgorsze co mogło się przytrafić?

Powieści Nicholasa Sparksa sprzedają się świetnie na całym świecie. Nic więc dziwnego, że tak chętnie sięgają po nie filmowcy. Filmy te rozchodzą się często nawet lepiej niż książki, więc jest po co się męczyć. Pomimo, że wszystkie  kończą się podobnie i ogólnie są bardzo do siebie zbliżone, to kobiety (i nie tylko) biegną do kin na kolejną odsłonę Sparksa.
Tym razem Sparks napisał książkę od razu pod film, co dziwniejsze pisał ją pod konkretną gwiazdę – Miley Cyrus. Jak sam mówi (w swojej książce) główną bohaterkę książki kreował dla tej młodej gwiazdy Disneya podczas mieszkania u rodziny Cyrus, dowiadujemy się też, że gwiazda miała duży wpływ na bohaterkę. Nic więc dziwnego, że Ronnie jest utalentowaną muzycznie i zbuntowaną nastolatką.
Fabuła „Ostatniej piosenki”, podobnie do innych ekranizacji książek Sparksa, jest niezbyt skomplikowana. Ronnie, która nienawidzi swojego ojca za to, że porzucił rodzinę i zamieszkał w domku na plaży, musi do niego przyjechać na wakacje. Od pierwszej sceny widzimy, że jest z tego bardzo niezadowolona, w przeciwieństwie do swojego brata, Jonaha Millera (Bobby Coleman), który jest przeszczęśliwy. Ronnie jest wściekła nie tylko na ojca, ale i na matkę, która kazała jej tu przyjechać. Żeby pokazać swoje niezadowolenie zbuntowana nastolatka już pierwszego dnia ucieka od ojca, żeby włóczyć się po mieście.
Jak to często bywa, w takich filmach, buntowniczka zostaje oblana jogurtem przez przystojnego Willa Blakelee'a (Liam Hemsworth). Oczywiście zakochują się oni w sobie. Chodź wcale nie od pierwszego wejrzenia. Mur, który wybudowała wokół siebie Ronnie nie jest łatwo zburzyć, czy uda się to Willowi? Pewnie sami już znacie odpowiedź, ale ja Wam jej nie podam. Sparks, który jest też autorem scenariusza, skupił się trochę bardziej na relacjach Ronnie z ojcem. Okazuje się, że w ich rodzinie jest więcej tajemnic, niż może się wydawać. Dowiadujemy się na przykład, że Ronnie jest bardzo dobrze gra na pianinie, ma to po ojcu. Jednak porzuciła grę, kiedy zostawił ich ojciec, a on bał się grać przy niej.
W trakcie filmu widzimy niesamowitą zmianę w Ronnie. A właściwie powinniśmy widzieć, gdyby nie to, że Miley nie potrafi jej pokazać. Zatrudnienie jej miało pewnie przyciągnąć do filmu dzieci, które wychowywały się na serialu „Hannah Montana”. Uważam, że nie był to jednak dobry wybór, bo oprócz tego, że umie ona śpiewać, zupełnie nie umie grać, co pokazała w tej ekranizacji.
Nie będę was oszukiwać, że jest to górnolotny dramat o życiu codziennym, bo tak nie jest. „Ostatnia piosenka” to piękna bajka o księżniczce z Nowego Jorku i księciu z małego miasteczka. Piękna, ale bajka. Oczywiście główni bohaterowi są dobrzy i ogólnie wspaniali, pomimo ich wybryków. Nieważne jak banalnie to brzmi, za to właśnie kochamy książki Sparksa.
Muszę jednak przyznać, że film mnie trochę rozczarował. Po przeczytaniu „Ostatniej piosenki” oczekiwałam fajnego filmu, a wydał mi się on bardzo uproszczony. Może to za sprawą aktorów grających główne role, ale uważam, że nie wykorzystano potencjału powieści.
Ogólnie film jest niewymagającą zbyt intensywnego myślenia historią, którą nadaje się na gorące, letnie dni. Nienależny się przed nim nastawiać na super aktorstwo, czy ogólnie na najwspanialszy film świat, bo taki na pewno nie jest. Jeśli już się decydujemy go obejrzeć, pomyślmy, że będzie to przesłodzone love story, a znajdziemy w nim sporo pozytywów. 

   6/10
Kasia